wtorek, 4 lutego 2020

HIPPIKA

czas kuty na cztery nogi
pogubił w biegu podkowy
wszystkie dni mijają
na jedno kopyto

żadne z nas nie przewidziało
musimy się dowiedzieć
o co tym razem chodzi
i czy nie kuleje

uprawiamy woltyżerkę
w rozbitym namiocie
na pustyni z mirażami
bez oazy

jeśli spadniemy
to z wysokiego
szczęścia

ijg

ROZLICZENIA

noc wystawia faktury
wygładza wzór
za oknem szary świt
na powiekach wron

w cytacie z jakiegoś wiersza
czai się oczekiwanie
już czas z niego wyjść
poznać swoje miejsce

odłożyć welurowe zapomnienia
dezabil zamienić
na dzienne ciuchy

ijg

Prezent pod choinkę

w ornament nocy wplata się barokowe adagio
zapach mandarynek z wolna zacicha

zadomowione myśli uleżały się na kanapie
liżą sobie łapy i nie przysparzają słów

można się w tym połapać jak karpie na wigilię
lub złożyć łabędzie skrzydła smutku
i nigdy nie odlecieć z pięknej baśni w dal
nie oddać jej nikogo z bliskich

ta noc w świecidełkach ocala wieczność
owija ją w złotka i przewiązuje wstążeczką
na prezent pod choinkę którą każdy musi wyciąć
w nieprzeniknionym lesie
swojej duszy

ijg

Ballada niesentymentalna


nic mi ciebie nie mogło zastąpić
oprócz polnej drogi
gdy niebo nad nią otwarte
po horyzont

czasem też wiosenna łąka
i polatujące nad nią ptaki wczesnym rankiem
albo wiatr w moich włosach i deszcz
wystarczały jako zadośćuczynienie

zimą mróz i śnieg stawały się rękojmią
obietnicą i uwierzytelnieniem
wszystkich lat bez ciebie

ale ty nie mogłeś mi tego wszystkiego zastąpić
byłeś jak bezlistne bezlitosne drzewo
widziane kiedyś jesienią przez okno pędzącego pociągu
dawno dawno temu
gdy zbliżała się
noc

ijg

Wiersz z księżyca

ulica nagle tu się kończy
bez upomnienia bez ostrzeżeń
stoję na skraju kalendarza
mija kolejny rok

w tym zaułku świeci odwrócony księżyc
na jego ciemnej stronie
spisał się palimpsest

w oblodzonym niebie łamią skrzydła ptaki
a gdy niespodzianie iskra wpadnie w ciemność
moją miłość zabazgrze niezrozumiały lęk

dopiero poranną kawą obudzi się wiersz
odkryje swoje jasne księżycowe strofy
a ty weźmiesz mnie za rękę i powiesz
że to był tylko sen

ijg

Rozbiór monodramu

zacznijmy od tego
drewniane słupy elektryczne
w szczerym polu

ta pustka wokół jest imponująca
jak popis modnych strojów
opuszczonych przez ciała modelek

ja nie udaję kiedy czuję przerażenie
z którego kpię i które mnie
przede wszystkim nudzi

nie wyobrażaj sobie zbyt wiele
to już wyświechtana rozpacz
jak przeterminowana obietnica

tylko kiedy wiatr podwinie suknię
sypią się pakuły z rozprutych szwów
na udach i w pachwinach

a potem zbrukane giezło
osuwa się opada i pokazuje pustkę
odzianego ciała

ijg

KOLEKCJA

Nie jesteśmy piękni
piękno zdarza się między nami

Nie jesteśmy ważni
to co ważne między nami
tylko się zdarza

Można czasem iść na ugodę
nim się ściemni lub zabłyśnie
odgrzmi i odpowie echem

ale i tak poskramiane uczucia
nie wybaczą obelgi
zapieką urazę
wypomną ból

jego skancerowane znaki
przechowa pamiętny klaser

ijg

PRZYMIERZE

twoje oczy są zawsze pełne
jak blask smutku i dźwięku
bezbronne

zostają ze mną gdy odchodzisz
w noc i uśmiech
opuszczone

dwoje zdradzonych aliantów
przez to co jedyne i oczekiwane

ijg