czwartek, 26 września 2019

ODMOWA



Hej, nie zaśpiewam już z tobą,
chłopcze, tej piosenki,
ja nucę teraz tylko kołysanki

o wieczornym chłodzie,
o zachodnim niebie,
o dawnej miłości,
i o suchym chlebie.

Hej, młodzieńcze, na mnie pora,
odwracam głowę i spoglądam w bok.
Zbyt wabi mnie na twojej twarzy
dwudniowy zarost i żarliwy wzrok,

a ja chcę widzieć zachód słońca
i na horyzoncie ciemny las.

Idziemy razem, ale
w twojej dłoni marzną mi palce.

Hej, junaku, z twojego lica bije łuna,
mrużę oczy, znam ten blask i jego zew,
lecz ja już wchodzę w tło.

Tam czeka na mnie twój stygnący cień.

ijg


HIPPIKA

czas kuty na cztery nogi
pogubił w biegu podkowy
wszystkie dni mijają
na jedno kopyto

żadne z nas nie przewidziało
musimy się dowiedzieć
o co tym razem chodzi
i czy nie kuleje

uprawiamy woltyżerkę
w rozbitym namiocie
na pustyni z mirażami
bez oazy

jeśli spadniemy
to z wysokiego
szczęścia

ijg

niedziela, 22 września 2019

FESTYN

idą święta bez wyznawców
i nie zostawiają nic do życzenia
tylko wiatr panoszy się na długo
przed nimi

nasze losy rzucamy na pastwę
pogodzeni zawczasu w przestrzeni
czujemy się jednością wśród zer
binarnego systemu

najtrudniejsze są dni powszednie
kapłani i westalki mają wolne
a my zostajemy sami
z opuszczonymi rękami

tacy mierni w radości i szczęściu
odwołujemy spotkania nazajutrz
po każdej rezygnacji z wykorzystanych
niespełnień

takie są nasze pierworodne winy
których nie musimy wyznawać przed nikim
i więcej o nich nie pamiętać
a nawet nie żałować

ijg

2019, sierpień



TRANSGRESJA

niech ta chwila utrzyma mnie w ryzach
bym jej na próżno nie minęła
na drodze zakurzonej drobinami czasu

niech w niej narasta wolny bezmiar
nieuchronnego przeistoczenia utraty
w niepowetowany zysk

aż znajdę przejście do ziemi niczyjej
ciemnego przymierza z obiecanym
bluźnierstwem

ijg

2019, sierpień

W bałkańskim obrządku

Kiedy na niebie burzy się krew w kielichu chmur
a przy plaży ocienionej tamaryszkiem
kormoran rozkłada skrzydła w rzymski krzyż
wtedy nabieram pewności że wszystko
zmierzchnie przed nocą do barwy wina z granatów

Na to czekam i zaczynam iść skalistą ścieżką
do oliwnego ogrodu
gdzie drzewa wrastają w szare habity
wciąż te same na wieki wieków

Pod tysiącletnią oliwką mniszka o twarzy opłatka
obłóczy mnie w prawosławne giezło
i zaplecie moje krótkie farbowane włosy
znowu w długi dziewczęcy warkocz

Tak odmieniona wrócę na brzeg morza
by wysłuchać jak ono o wschodzie słońca
głosem muezina zapewnia
że wszystko co kocham
trwa

I ja w to uwierzę
święcie

ijg

Romeo i Julia (tragedia w dwóch częściach)

Część 1

NIEOCZEKIWANIE

(opowieść Julii)

to było w jakimś hotelu pod Weroną
duży pokój z wielkim łożem
malachitowe ściany łazienki
i mosiężny kran

głuchy korytarz prowadził do restauracji
w której kelnerka miała nam za złe
ale podała bardzo dobre spaghetti

podczas kolacji winnice zaglądały przez okno
z taką natarczywością
jakby rozpoznały we mnie
swoje brakujące ogniwo

a potem późną nocą
stojąc na balkonie w blasku księżyca
zobaczyłam jak genius loci kradnie
z naszego wozu jego piąte koło

więc wcześnie rano
porzuciłam Romea
i odjechałam
by jak zawsze wrócić tam
gdzie nikt na mnie nie czeka

Część 2

ALFA ROMEO GIULIETTA
(La meccanica delle emozioni: zeznanie Romea)

commissario jak mógłbym to zrobić
kto zabiłby pęd swojego bugatti
sam pozostając przy życiu?

nie chciałem tam jechać ale się uparła
tak do tego hotelu pod Weroną

pamiętam że w jego parku
stał posąg amora
z łukiem i kołczanem strzał
które mijały się z celem

na kolację zjedliśmy spaghetti napoli
piliśmy barolo tak chyba dużo wypiła
jeszcze jedną butelkę zamówiliśmy do pokoju

kiedy się obudziłem Julii nie było
odjechała moim wozem
nie nie wiem dokąd

nie wiem gdzie jest ona
i moja giulietta

ijg

Niedokończona rozmowa z Matką Teresą w bunkrze Enwara Hodży


............................[ "Gdy osądzasz ludzi, nie masz czasu ich kochać"
Matka Teresa]


- Zimno tu i ponuro, Matko,
chyba cały świat jest taki.

- Ależ dziecko, byłaś przecież
na adriatyckich plażach.
Czy tam też jest zimno ?

- Na plaży jestem garstką piasku, Matko.

- A tu ? Tutaj w bunkrze czym jesteś, córko?
- Tu jestem z tobą, Matko, a ty jesteś
ziemią.

- Matko, osądź mnie.
- Nie będę sądzić, mogę cię tylko kochać.

- Matko, czy osądziłaś Hodżę?
- Córko, nie miałam na to czasu.
- A czy zdążyłaś go, Matko, pokochać ?

ijg

Nie z tej ziemi



kto odważy się
by z ręką na sercu
ogrom wyrazić drobiną
a w czasach wielkiego głodu
oddzielić plewy od ziarna

słyszysz ten zew
dobiega skowytem
z dalekiej dali
spoza snu i mgieł

czasem jest blisko ziemi
na której płatki kwiatu
miąższ owocu korzenie drzewa
sprzyjając nam wyciszają ten jęk

wówczas na morskich falach odbieramy
dziecięcy śmiech świergot ptaków
oraz szum wznoszących nas wód

ponad płacz
i zgrzytanie zębów

ijg

piątek, 16 sierpnia 2019

Ciemny wiersz i bez gwiazd

jest radość dni w czerni obsydianu
ich przęsła i podpory dźwigają ład
nie wiedziałam o tym zanim noc
nie zapadła się we mnie

na drugim dnie znaczeń napięta myśl
nieponaglana nabrzmiewa kuliście
jak owoc sokiem w otulinie pestki

to na tych przejściach brakuje słów
gdy otwierają się granice sedna
i jednoczą dysonanse chwil
dla których warto żyć

i umierać w każdej z nich
gdy mija

ijg

REKOLEKCJE

to że jestem dość często mi wystarcza
uwolniona od celu zawracam na drodze
do niego

nie mam wtedy dokąd pójść
nie mam co robić
nie mam nic do życia
i nic do umierania
do nikogo nic nie mam

jestem już tylko od niechcenia
jestem do niczego oprócz istnienia
ono roi się wokół mnie
panoszy we mnie
i piętrzy nade mną

mogę w każdej chwili wyjść z tego osaczenia
i w każdej chwili w nim pozostać
ale tkwię pomiędzy w tertium non datur
schowana w tej szczelinie istnienia

w tym jedynym sensie jestem
trwam w boskości porzuconej przez bogów
którzy odeszli
nie oczekuję więc od nich rozgrzeszenia

ijg

W tym samym miejscu

odnajdę to miejsce nad rzeką
gdzie brzegi jej spina łuk mostu

to będzie inna rzeka inny
most łączący te same brzegi

nic się nie zmieniło odpowiem
gdy spytasz o miejsce spotkania

ja tylko przeszłam tamtym mostem
na drugi brzeg a tu wszystko jest
inne


ijg

Perła

wszystko jak wyśnione gdzie więc szukać baśni
szeherezada z przyjaciółmi w tawernie
sączy wino i słucha ich miłosnych opowieści

nie szczędzi pochwał za każde zmyślenie
poprawia styl mimochodem jakby od niechcenia
pomaga plątać wątki uzupełnia treści

młody sindbad turban zawiązał na głowie
ściska jej drobną dłoń i zagląda w oczy
jak czynią wszyscy kochankowie

ona odwraca się i patrzy na morze
szepcze sprzeniewierzyłam na tę fikcję
tysiąc nocy została mi już tylko jedna

ale ta ostatnia będzie prawdziwa
nim się skończy zanim błysną zorze
wepnę ci moją perłę w turban
a potem zaszlocham że z tobą odpływa

sindbad zbladł skłonił się i wyszedł
żegnała go rankiem stojąc na brzegu
a z nią tysiąc nocy w ciemnym szeregu

ijg


Elegia o podróży

to był ostatni raz kiedy podróżowałam z ojcem
napiszę o nim to co wciąż jest we mnie
i co by zostało nawet gdyby zburzono mi dom

pociąg zatrzymywał się na małych stacyjkach
niewiele rozmawialiśmy patrzyliśmy przez okno
zapadał wieczór zachodnie niebo stało w łunie

na naszej stacji
twarz ojca rozjaśniła się nagle
powiedział widzisz to drzewo ?
kiedy po wojnie wróciliśmy z matką do kraju
było o połowę niższe

podczas tej podróży zaczynałam rozumieć
że ojciec nigdy nie ujawni mi wiedzy
o grozie tego świata o cierpieniu i lęku

że muszę dotknąć tych tajemnic sama
a tylko jego wzrok w rzadkich momentach
przeczył radości i ujawniał nieufność wobec życia

kiedy przyniesiono mi wieść o jego śmierci
zostałam sama
wokół mnie usypała się pustynia

minęło wiele czasu zanim z niej odeszłam

ijg

idź za mną

odnajdziemy miejsce
które się wyczerpie
lub obróci wniwecz

w dwie przeciwne strony
ale jedną drogą
odejdziemy z niego

ty pójdziesz przed siebie
ja przed tobą wprost

odwrócona plecami dal
to inna przestrzeń
w niej naprawdę jestem

innej możliwości nie ma

ijg

środa, 31 lipca 2019

Strata i zysk

tym razem stanie się twoja wola
idźmy bez celu tą ścieżką na grani
na krańcach ciepła naszych dłoni
znajdziemy dotyk który nas nie zrani

dopóki zrywamy kwiaty nad przepaścią
niepotrzebna im żyzna gleba
nasze szczęście nie piętrzy metafor
na skalnym szczycie sięgamy nieba

przepaść i niebo jak miłość i śmierć
w nas zawsze mogą się wymieniać
po niekorzystnym kursie
na kilka chwil
spełnienia

ijg

Mit

podziwialiśmy szyldy greckich tawern
i motyle skrzydełka desek surfingowych

zeszłego lata piliśmy tam wino
ze skórzanych bukłaków

mała dziewczynka z wielkimi oczami
podawała nam jasne grona

na tamtym wybrzeżu
rozpiętość między przeciwieństwami
mieściła się w granicach błędu

szukaliśmy mitu
który by je rozsunął
na odległość biegunów w kosmosie

dionizos obdarował nas czym mógł
ale jego prezentów do tej pory
nie rozpakowaliśmy

przechowujemy je w rozpadlinie
między nocą i dniem
między morzem i niebem
między miłością i miłością

przed powrotną podróżą
spod oka zerkał na nas hermes
zawiązując rzemyk u sandała

ijg

Od dawna już wiem

opuszczone miejsca wypełnia jazz
bierze zastępstwo za nieobecnych
rozumie się przy nim zieleń

dziecko z ufnością bierze cię za rękę
zadziwiona wrona nie może się napatrzeć
nie pamiętasz czy kiedykolwiek
odchodziłaś od zmysłów

słuchasz zachłannie i na domiar złego
promienie słoneczne wytyczają prostą
by po niej zbiec się dokładnie w ten punkt

gdzie twoje życie nabiera wibracji
a ty wstrzymujesz oddech i nareszcie czujesz
to o czym od dawna wiedziałaś

że pragniesz tylko istnieć
ni mniej ni więcej

ijg

czwartek, 11 lipca 2019

Rano było gorzej

teraz oddycham
jazz rzeźbi powietrze

odkurzyłam dywan
piję herbatę

na takich wektorach
rozpięty mam nastrój

rano było źle
od stóp do głów

byłam osobliwością


ijg

SZCZĘŚCIE

nie miej pretensji już taka jestem
uszczęśliwia mnie oczarowanie
chwilą która nadejdzie
łzą która spadnie

chwile mijają łzy wysychają
ja pozostaję w oczarowaniu
szczęśliwa

ten czar we mnie trwa

ijg

Biała karta

czas przestać mówić o uczuciach
dać w sobie przestrzeń światu
i w szczerym polu zasiać
zboże

ach czas już czas ukochać
byle badyl byle chwast
i wtulić twarz w pachnące
zioło

ułożyć się o to z macierzanką
wyjść naprzeciw spornym łanom
bosymi stopy zdeptać kamień

bo tylko bankrut gra o wszystko
a białej karty się nie znaczy
bezsilnym kolorem
atu

ijg

DLACZEGO

jestem pewna że po wielu latach
ta zagubiona w szczerym polu stacja
wróci na swoje miejsce

ja wysiądę z pociągu
na betonową rampę
postawię walizkę
i rozejrzę się wokół

potem zejdę na polną ścieżkę
i będę szła jak wtedy
na wysokich obcasach pomiędzy zbożem
i ziemniakami

i że nic się nie wydarzy
oprócz prawdy tego krajobrazu
ukrytej w czerwieni
kwitnących maków

dopóki nie zrozumiem dlaczego
nigdy nie odnalazłam
nieszukanej zguby mojego życia
gdzie indziej

dlaczego nie oglądałam się za siebie
na nikogo i dlaczego
tego nie żałuję

ijg



RZECZYWISTOŚĆ

rzeczywistość jest w odwrocie
siecią wyławiam cienie

spotkania w olśnieniu
rozpamiętują lęk

gdy znoszą się przeciwieństwa
ja ponoszę koszty

wyceniam każdy cień
przywiązuję do niego wagę

ważne nade wszystko to jedno
poniżej już tylko nic

nic bardziej rzeczywistego
nie ma

ijg

Na skrzyżowaniu

nie umiem służyć temu pięknu
gdy stoję przed jego świątynią
omijam wzrokiem kolumny portyku
by stać się jedną z nich

tak podtrzymuję moje zapatrzenie
usuwam się i wchodzę w święty krąg
gotowa na przemianę i odrzucenie
kokonu który wnika w marmur posadzki

i oto jestem w drżeniu skrzydeł
klękam z nieporadnością motyla
w miejscu gdzie schodzą się drogi
bezdzietnej i matki po stracie
syna

obie dźwigamy na kolumnach bólu
niepokalane ciało

ijg

Nad morzem

Wieczorem najbardziej lubię
iść brzegiem siebie
i wsłuchiwać się
w szum swoich fal

czuć jak nadpływają
i załamują się we mnie

a potem zamierając
obmywają mi stopy
wielkim spokojem
uwolnionym
z głębin

ijg

WYZNANIE

tęsknię
z powodu nieobjętości
twoich ramion

ijg

DARY

nic co da się zwerbalizować
nie jest poezją
co da się zagrać nie jest muzyką
namalowane nie jest obrazem

sztuka daje się tylko przeczuć
wiedzie nas do niej
ślepa głucha i niepiśmienna
miłość

ona jest szczodra
rozdaje bezsłowne wiersze
puste partytury
i blejtramy

korzystajmy

ijg

W czasie

ulituj się nie czaruj
i nie zabiegaj o mnie
podaj mi chleb
zjemy razem posiłek

za oknem zmierzch
piękniejszy niż poranek
na stole wazon polnych kwiatów
i zaparzona w dzbanie herbata

ten dzień nas wymarzył
lecz oddał w obce ręce
w twojej twarzy tak wiele ze mnie
że zanikam

dookolna cisza
ponagla w nas milczenie

czasu przybywa

ijg

To co jest

jakie mam zyski
z twoich oczu
jakie parcele
w twoich ramionach

uwłaszczasz mnie
każdym spojrzeniem
zabudowujesz
objęciami

czy mam się wyzbyć zapomnienia
przywrócić pamięć o tym
co ma być
to będzie ?

ijg

Pocztówka znad morza

gdy rozpalone zmierzchy opływają w blask
niebo nad morzem staje się wiarygodne

tam ślady stóp na plaży zapewniają czas
że omijamy muszle nie depczemy szans

wiążemy nasze dłonie odwracamy wzrok
słowami dobijamy do horyzontu

poza nim to co mogło być tylko nasze
zabrało zimne morze na dźwigarach fal

ijg

RACHUNEK W KAWIARNI

gdy moim gestem odsuwasz pustą filiżankę
ja zdążę zwabić gołębia twoim spojrzeniem
tak polubownie oddajemy
wzajemne zadłużenie

po tylu latach mamy takie same dłonie w dotyku
ale bezustannie różnimy się smakiem herbaty
i godzinami o których dzwonimy
do siebie na poczekaniu

tylko pewność liczy się w wahaniu
nastroju i wieczornych wspomnień
kiedy odchodząc wracasz w tej chwili
zawsze innej tej samej

i ja wciąż jestem taka sama
sama

ijg

CANOSSA

to zrozumienie przynosi spokój
i daje pewność że nie przechodzi się
przez zamkniętą bramę której nie ma

a tylko przenika całe życie w jej pobliże
klęka we włosiennicy i korzy
z popiołem na głowie

aby po ostatecznym przebaczeniu
odrzucić je i odejść
słysząc za plecami szczęk wrzeciądzów
uchylanej bramy

ijg

czwartek, 23 maja 2019

Dar

szłam tym lasem tak niezasłużenie
że w szczęściu bezmyślnym moje tchnienie
wdzięczyło się za mnie

jak mam oddać co ofiarowały
mi ptaki swoim śpiewem i liście
cieniem wielkodusznym

czy strzelisty akt zachwytu wiecznie
trwać będzie nad moją głową wierną
jak duch gołębicy

czy sok poziomki na moich ustach
i jej kolor w moich wdzięcznych oczach
ocaleją
ze mną

ijg

Portret z pamięci

jakże trudno odnaleźć
miłosierne światło
gdy wokół niego zbierają się
cienie wybaczenia

może tylko na weneckich portretach bez twarzy
tak świecą złociste aureole
wokół spojrzenia oczu
dawno utraconych

bez ich blasku nic nie jest ważne
każdy uśmiech dotyk oddech
wypełza obłazi i wychodzi z ram

nie szukam fałszerzy obrazów
bo żaden z nich nie namaluje tego
co stanowi o oryginale -
prawdy którą przechowuje pamięć

ijg

sobota, 18 maja 2019

Pusta filiżanka

co jakiś czas zdarza mi się chwila
którą zatrzymuję aż wystygnie

zaparzam w niej herbatę lub kawę
nie mija dopóki nie wypiję

ona trwa wystarczająco długo
szeroko wysoko od stóp do głów

aby zamienić mi przestrzeń i czas
w odkrytą po jej odejściu nicość

odstawiam więc pustą filiżankę
nie mam bowiem już czym jej wypełnić

ijg

Motyl

nie w moim domu pusty pokój
tylko ja w oknie z filiżanką
przyglądam się kwiatom w ogródku

na projekcie stworzenia świata
są wyróżnione takie miejsca
ustalonym czasem i znakiem

to czekało na mnie wiele lat
aż je odnajdę i oswoję
aż dorosnę by się spełniło

motyl który przysiadł na róży
spojrzał na mnie oczami skrzydeł
i przesłał znak mojemu sercu
a ono wtedy przestało bić
poza mną

ijg

Róża wybaczenia

gdy zakwitniesz całą sobą
nikt nie zerwie z ciebie kwiatu
jedną dłonią

obie jak w modlitwie złoży
i przysięgnie na świętości
że żałuje

łzy rozpaczy nawet słowa
nie pomogą nie wystarczą
by wybaczyć

bo już umiesz je jak pacierz
te zachody utracone
to pytanie

kiedy ty zakwitasz różo
odpowiadasz na nie śmiechem
róży echem

ijg

SPACER

Chyba zostanę tu na dłużej
wśród rozrzutnych pól szczodrych lasów
chcę roztrwonić piasek w klepsydrze

chodźmy na spacer zabierzmy psa
droga prowadzi za horyzont
między tym co było i będzie

jesteśmy jak dwa widma chwili
która minęła mija minie
a nas zostawia na uboczu

poza czasem w przestrzeni mitu
o miłości o wszystkim
co istnieje naprawdę

ijg

W elipsie snu

w ciszy zamkniętej na trzy spusty
śluzę podnosi ptasi trel
jestem w ognisku tej elipsy
płoną wieczory szumi sen

podróże wieszczą stare wierzby
tędy na jarmark pieszo brnął wójt
spóźniony bocian nie chciał odlecieć
w ognisku błądził elipsą pies

już nie wymierzam tylko chłonę
cały ten majdan i jego wir
kufry wynosi wiekowy stangret
podwody stoją uchylam drzwi

ijg

Porzucony cień

przeglądam moje cienie od nowa
hieratycznie kłonię głowę przed blaskiem
moje oczy przywykają do powiek

znam już szczęścia owinięte w bawełnę
przewożone drobnicowcem jak cargo
dostarczane z opóźnieniem lub nigdy

ale rejsy na morzach są piękne
można nie dbać o porty o flauty
tylko płynąć i chłonąć w pełnym słońcu
kołysanie żywych wód

ijg

Obecność

ci którzy odchodzą chłoną tę obecność
tym którzy zostają dany jest jej brak

wypełnia puste ulice
i razem z ciszą sale koncertowe

nagle się pojawia na ostatniej stronie 
książki czytanej po latach

może też wychynąć w kilku słowach 
wczorajszej rozmowy ale i w milczeniu 
chwili obecnej

jest solą samotności dobrze pojętej
łzą w oku niewidocznej opatrzności

jest alfą i omegą 
jest wszystkim co niepojęte

ijg

Wejście do portu

jest we mnie skaliste wybrzeże
często siadam na najbliższym głazie
i patrzę na morze

fale rozbijają się bryzga piana
wiatr porywa mnie i mewy
wyłamuje nam skrzydła

nie czujemy bólu ale jednak
co jakiś czas słychać nasz krzyk
latarnia morska odwraca oczy

nim nadejdzie przypływ
podnoszę się i idę plażą
muszę włączyć światło orientujące

Słoneczny chłopczyk na placu zabaw

siedzimy pod drzewem na ławce
nasz mały chłopczyk stoi w słońcu
obserwuje inne dzieci
przygląda się ich opiekunom
wreszcie odnajduje nas wzrokiem i uśmiecha się

machamy do niego
roześmiany biegnie w naszą stronę
za chwilę będzie w smudze cienia
ale ja jeszcze go widzę w pełnym słońcu

i tak już będę go widzieć
zawsze

ijg

Nocny reżim

bywa że noc znieważa
odbiera i nie wynagradza
żadnego odejścia

można przytulić się
i przymknąć oczy
albo też cudzą dłonią
przegarnąć włosy

dłoń jest tylko metonimią nocy
a ona częścią całości
której nie ma

ijg

sobota, 13 kwietnia 2019

KUJAWIAK

ponad wszelką miarę spowite ziarna
z pustych kłosów układane bukiety
rzucane na leśnych duktach pod stopy

nie bój się nie zranisz nogi o kamień
już nazajutrz będą cię czekać pląsy
w długim gieźle na zielonym dywanie

teraz baw się włóż czerwone korale
muzykantom rzuć grosików przed smyczki
niech zagrają chodzonego dziewczynie

lecz ty stój i słuchaj może zobaczysz
to czego ludzkie oko nie widziało
bo znikło w smutku niesłychanej piosnki

ijg

Podniebny lot

odłożę świat na potem
jak ptak odkłada drzewo
bo ma pilniejsze sprawy
gdy jest zajęty lotem

bez uwięzi i smyczy
skręcę w prawo lub w lewo
nacieszę oczy dalą
odwyknę od goryczy

wrócę do świata czasem
popatrzeć z lotu ptaka
na radość i na smutek
i na mój dom za lasem

tam posiedzieć mi trzeba
jeszcze chwilę pod drzewem
posłuchać śpiewu ptaka
przychylić sobie nieba

ijg

niedziela, 10 marca 2019

ZMARTWYCHWSTANIE

ja się nie boję najwyżej powiem
że muszę wrócić po zapach zioła
którego nazwy już nie pamiętam
już zapomniałam czy było dobre

na przeziębienie czy na wątrobę
ale na wieczność przechowam zachwyt
nad wdziękiem jego leśnej urody
zmartwychwstających zielonych listków

po każdej zimie drobnych kwiateczków
pachnących miodem wtulonych w trawę
a potem w dłoniach babci lub matki
zmienionych w bukiet wieczystej troski

o moje zdrowie i moje życie
pielęgnowane wonnym naparem
na przekór prawdzie o pewnej śmierci
z której mam wrócić po zapach ziół

ijg

NOC

przyjrzyj się dobrze to już noc
w niej rzeczy zmieniają postać
ich całość staje się częścią
siebie

nie musisz rozumieć dotknij
i poczuj drżenie przemiany
co nie odmówi niczego
sobie

ale odpowie za wszystko
jeśli zechcesz ją osądzić
i zaczniesz pytać o dobro
i zło

bo są one w jednej rzeczy
jej częściami a stają się
w niej tą całością która jest
w nich

ijg

PRIMAVERA

lasy młodnieją a rzeki ciężkie
nogi w buciorach ciągną przez łąkę
za motylami depczą po kwiatach

płatki nadzieję tulą już w pąkach
że pęknie miłość wysunie nozdrza
zwęszy tragedię sobacząc w rowie

przydrożne wierzby bazią się czule
wciąż nieulękłe ufne na nowo
wyprostowują garby i witki

zgrabna jałówka biegnie na wypas
niezatrwożona i nieświadoma
nie wie jeszcze że stanie jak wryta

zadziwiona ważka dynda nóżką
od niechcenia i lekceważąco
siadłszy okrakiem na kaczeńcu

wszystko gotowe czeka na Fauna
a on się zbliża jakby niechętnie
opuszcza głowę i patrzy bykiem

w stronę orszaku zwiewnej piękności
co skry ma w oczach a włosy z marzeń
wykołysanych w pianie ciepłych mórz

ijg

niedziela, 10 lutego 2019

KOMPOZYCJA SYKSTYNY

wyciągnął ramię pełne wiary
w najwyższą muzykę i jej owoce
nagi w póluniesieniu bólu

jeszcze niczego nie miał
prócz ukrytego w krzakach
Boga na oślep niewidzialnego

domacał się pierwszego dźwięku
choć nie słyszał tego zgrzytu
a było to jedyne objawienie

przemilczał upokorzony niemotą
ubogi w słowa które wypowie
dużo później nim nastanie raj

Bóg szukał go po omacku
wciąż podawał pomocną dłoń
ale nie dosięgał

wieczność rozpadała się cały czas
w bosko skomponowany
zgrzyt

ijg

środa, 6 lutego 2019

GWIAZDA

nie ta ziemia mnie zrodziła
i nie ona mnie będzie umierała
w nadmiarze przestrzeni
w niedosycie czasu
uczę się przemijania
sama

najtrudniejsze są kwiaty
ich niełatwe pąki
z zagmatwanymi korzeniami w ziemi
i ptaki których skrzydła
nicują powietrze pod osłoną nieba

pomimo wszystko łatwiejsze są
gwiazdy ich światło w otchłani
nie żąda rozwiązań jest poezją absolutną
milczeniem ostatecznej tezy

coraz bliżej mi do niej
do tego wymiaru
przestrzeni euklidesa i mitu wiecznego powrotu
tam gdzie kończy się ziemia ze swoją wiedzą
a odradza mój początek

ijg

piątek, 1 lutego 2019

LAWENDOWANIE

bywa że poza lawendą świat jest mdły
brak mu finezji kunsztu i bon tonu
ociężale obraca się wokół osi
bez szans na zrozumienie sfer harmonii

wtedy w myślach zajmuję się lawendą
chociaż to nie łatwe a frasobliwe
uwinąć się z zapachem poczuć barwę
dla trudnej konieczności jej dosytu

to nie jest bajdurzenie kołysanki
wietrzenie snów erozja dźwięku słowa
ale fedrowanie urobku w sztolni
mojej myśli w pokładach moich uczuć

tak po prostu zajmuję się lawendą
aby dotrzeć do jej prawd bo każda z nich
zawiera ziarno prawdy
o mnie

ijg

czwartek, 24 stycznia 2019

OFELIA

osłania nas pochyły dach w kącie nieba
ścieżka pod lasem wyostrza widzenie
odmieniąją się chwile nastaje czas
nieprzemijania

powiedz czy to tak trudno wyjść na dziedziniec
uchylić furtę i spojrzeć na przestrzał
ponad ptakami albo jeszcze wyżej
dla zrozumienia

że wszystko wkoło to proste marzenia
w kolorach malwy pod muzykę ciszy
kiedy jej smak dotyka podniebienia
jak kołysanka

z przeobrażonej ody wieczornych mgieł
płynących nad łąką tuż przy strumieniu
naszej młodości w objęciach hamleta
w sercu ofelii

ijg

niedziela, 20 stycznia 2019

DZIEWANNY



gdzie po raz pierwszy spotkałam dziewanny
wybrzmiało wszystko czego odtąd szukam
nie na piaszczystych drogach ale we mnie
odcisnęło ślad

nie ma pewności jest zapach łubinu
łany żyta i młodniak i stary las
niczego więcej nie trzeba rozumieć
by powstrzymać płacz

w odnalezionym zostanie tęsknota
za tym co unosi nieprzytomny czas
czego nie odda najczulsza dziewanna
nie wysłowi wiersz

ijg

czwartek, 17 stycznia 2019

Odpoczynek na pustyni

pozwól przetoczyć się legendzie
w niej udaje się każde życie
nawet ruiny obrastają
w dar mirry kadzidła i złota

piach pustyni zasypie ślady
karawana podąży dalej
gdy daktyl dojrzeje w oazie
o zachodzie będzie najpiękniej

i właśnie tam można się spotkać
przy studni mówić o pragnieniu
by wilgotny chłód z cembrowiny
wyczerpać pełnymi garściami

ijg

piątek, 11 stycznia 2019

ŚWIATŁO

tego światła jakby za wiele
na drugiej szalce przeważa cień
staruszka odmierza z namysłem
jeszcze kilka luksów

przyglądam się oczarowana
wierzę w jej uczciwość
podziwiam kupiecki zmysł

siateczką zmarszczek podtrzymuje twarz
rzadkie siwe włosy upięła w koczek
bo już nie chce by rozsypywał je wiatr

ale w oczach ma wciąż złote promienie
z uśmiechu młodej dziewczyny
kiedy spogląda na mnie i pyta
czy nie razi panią południowe słońce ?

odpowiadam jej uśmiechem bo to jedyny dialekt
w którym możemy się porozumiewać

ijg

Barcelona, wrzesień 2018

niedziela, 6 stycznia 2019

Idealne kształty



a może chodzi tylko o to
by chwytać zmieniający się kształt
czegokolwiek teraz lub kiedyś

łuszcząca się farba na ławce w parku
nie mniej ważna niż ostatnia kreacja
Kate Middleton od Gosi Baczyńskiej

kiedy wieczór zwleka zanim się rozpostrze
by mogli wreszcie podać herbatę
księżna Cambridge zmienia suknię na spodnie
bo będzie wspierać żołnierzy na Cyprze

na ławce układa się niebieskooki bezdomny
jego łachmany oblepiają strupy farby
pod kolor oczu z ostatniej kolekcji
prêt-à-porter Marca Jacobsa

aż wreszcie modelki schodzą gęsiego z wybiegu
zrzucają stroje i zmywają makijaż
potem w eleganckich dresach ich niezmienne figury
biegają w parku aby tylko się nie zmienić

ijg





sobota, 5 stycznia 2019

Na dnie oka

świetliste dni mijają tak samo
jak pochmurne i owiane mgłą
jak skradające się zwierzęta
na dzikich kopersztychach

wystarczy usiąść wygodnie w fotelu
i czekać na telefon można też
wyłączyć się z najciekawszej rozmowy
i zlecić jej zusammenfassung

to spowolni i pomoże chociaż nie zatrzyma
upływu czasu nie zatamuje obiegu krwi
bo trzeba brnąć w tych żywiołach
nawet wbrew sobie nawet pod prąd

nie ma w tym żadnej nauki ani filozofii
to trzeźwa myśl o czwartej nad ranem
jak surrealistyczny pomysł przecięcia węzła
brzytwą w gałce ocznej o zmierzchu

ijg